Kolejny punkt na naszej podróżniczej liście zrealizowany. Pół roku temu wygrzewaliśmy się na piaszczystych plażach Grecji. Tym razem...

Słoneczna Lombardia - Mediolan i Bergamo




Kolejny punkt na naszej podróżniczej liście zrealizowany. Pół roku temu wygrzewaliśmy się na piaszczystych plażach Grecji. Tym razem wybraliśmy się do Lombardii i zwiedziliśmy Mediolan oraz malownicze Bergamo. Mimo że przed wyjazdem mieliśmy wiele problemów 'technicznych' (już prawie odwołaliśmy wyjazd!), to na miejscu świetnie się bawiliśmy. Pogoda była idealna, nie zgubiliśmy bagażu na lotnisku, ogarnęliśmy mediolańskie metro i w sumie wszystko przychodziło nam z dużą łatwością.


Wiedzieliśmy, że Włochy będą skrywały wiele smaków, ale nie podejrzewaliśmy, że aż tyle. Kasia przed wyjazdem złapała grypę żołądkową i przez 5 dni nie jadła prawie nic. Na szczęście do wyjazdu wszystko się unormowało i zaczęła się uczta! Dosłownie rzuciła się na jedzenie, a dieta poszła w zapomnienie. Za to Karol pochłaniał wszystkie możliwe rodzaje pizzy w niezliczonej ilości. Mimo że włoska pizza kojarzona jest z cienkim ciastem, w Lombardii króluje grube, puszyste ciasto. Pizzę znajdziecie na każdym rogu, w piekarni czy cukierni, dosłownie wszędzie. Ku naszemu zaskoczeniu, z makaronem nie poszło nam tak łatwo i ciężko było znaleźć miejsce, w którym serwują ulubioną Carbonarę. 






Nie możemy zapomnieć o słodyczach, bo tam działo się istne szaleństwo. W Mediolanie każdy dzień zaczynaliśmy od słodkiego croissanta,  arachidów polanych miodem. Najlepiej obrazują to zdjęcia sklepu ze słodyczami w centrum stolicy Lombardii. 3 piętra istnego raju, gdzie półki uginały się pod ciężarem pralinek, żelek oraz czekoladek. Warte uwagi są też, odmienne niż w Polsce, McFlurry. Nasz ulubiony to Baci Fondentissimo polane gorzką czekoladą. 





Za to w Bergamo spróbowaliśmy lokalnych przysmaków - 'zakalec' (ciasto drożdżowe) z kawałkami czekolady, ciastko francuskie z kremem o smaku monte, żółciutką polenta e osei (oczywiście na słodko). Nie mogliśmy również oprzeć się lodom włoskim i zjedliśmy kilka gałek. 

Jak widzicie, nie byliśmy zbyt FIT. Na szczęście, znaleźliśmy prosty sposób, żeby spalić spożyte kalorie i w większości poruszaliśmy się po prostu na nogach, bez nadużywania komunikacji miejskiej. W ciągu 4 dni przebyliśmy 70km, przy czym w Bergamo część z kilometrów była pod górkę. Dzięki temu nie wróciliśmy z dodatkowymi fałdkami i z całkiem dobrą formą. 










Jedyną rzeczą, która nam się nie spodobała, to utrudniona komunikacja. Włosi są bardzo dumni i niechętnie używają angielskiego, poza tym nie byli zbyt przyjemni dla turystów. Nawet na dworcu centralnym w Mediolanie wydawać się mogło, że Włochom nie po drodze z angielskim. Mowa tu o podstawach komunikacji, których braku nie odczuliśmy w ogóle w małym miasteczku w Grecji. Był to niemały szok, bo w Mediolanie można spotkać turystów ze wszystkich krajów świata. Mimo to, przez tych kilka dni czuliśmy się jako jedyni, którzy nie mówią zawsze "Buongiorno" i "Prego" (co po dwóch dniach weszło w nawyk!)

Miłym zaskoczeniem z kolei była komunikacja miejska. Oczywiście brakowało angielskich nazw, jednak wszystko szło jak z płatka. Bez problemu dojechaliśmy z lotniska w Bergamo do Mediolanu autobusem. W drodze powrotnej chcieliśmy sprawdzić jak działają koleje. Organizacja dworca słaba, ale znów bez przeszkód trafiliśmy do punktu docelowego. Oswojenie się z Bergamo jak i Mediolanem zajmowało nam dokładnie jeden dzień. W samym Mediolanie poruszaliśmy się bez większych przystanków na rozszyfrowanie naszego położenia. A nawet jeśli, to zobaczyliśmy takie strony obu miast, których zapewne nie ma w miejskich przewodnikach.


Wycieczkę uważamy za udaną. W końcu udało nam się odetchnąć i oderwać od codziennej rutyny. Dopiero się rozkręcamy, w planach już kolejne wypady! Tymczasem wracamy do treningów :)










FACEBOOK / INSTAGRAM

Przyszedł czas na kolejny, długo wyczekiwany (mam nadzieję!) post z serii 'Dietetyka dla laika'! Przypominam o co chodzi (LINK...

Dietetyka dla laika - węglowodany



Przyszedł czas na kolejny, długo wyczekiwany (mam nadzieję!) post z serii 'Dietetyka dla laika'! Przypominam o co chodzi (LINK), a także powtórzcie sobie BIAŁKA ! (LINK), ponieważ dzisiaj zajmiemy się węglowodanami. Tak tymi samymi węglowodanami, o których ostatnimi czasy dużo się mówi.

Szczerze powiedziawszy, za ten wpis trudno było mi się zabrać. Nie jest to temat, który łatwo ugryźć. Jak wiecie, węglowodany zyskały trochę złej sławy. Zresztą ja sama dosyć mocno ograniczyłam ich podaż - pogoń za piękną sylwetką, ale również ze względów zdrowotnych. Oczywiście, nie znaczy to wcale, że jestem ich przeciwniczką! Wręcz przeciwnie. Nikomu nie zalecam gwałtownych cięć, nie jest to dieta dla każdego. Żebyście zrozumieli mnie dobrze - węglowodany są potrzebne, nie szkodzą same w sobie. Zacznijmy więc od początku :)

 Budowa węglowodanów

Węglowodany to organiczne związki chemiczne składające się z węgla, tlenu i wodoru (stosunek tlenu do wodoru 2:1). Dzielą się na monosacharydy (cukry proste) oraz ich polimery: oligosacharydy, polisacharydy.


Jak widać, jest to ogromna grupa związków. Popularne cukry proste: glukoza i fruktoza to heksozy, ale na pewno słyszałeś również o galaktozie i mannozie, które także zaliczają się do tej grupy. Cukier, który trzymasz w cukierniczce to sacharoza - należy do dwucukrów, podobnie jak laktoza. Miewasz wzdęcia po strączkach? To sprawka rafinozy i stachiozy - trój i czterocukrów występujących np. w fasoli. Natomiast polisacharydy to duże cząstki, a dokładniej polimery cukrów prostych. Dobrze znany Ci glikogen, to właśnie polisacharyd. W świecie roślinnym jego odpowiednikiem jest skrobia, będąca materiałem zapasowym. 

To co dla Ciebie jest najważniejsze, to podział węglowodanów na te przyswajalne i nieprzyswajalne (błonnik pokarmowy). Pierwsze ulegają trawieniu w przewodzie pokarmowym i powodują wzrost stężenia we krwi, a te drugie nie są wchłaniane w jelicie, za to pełnią wiele innych różnych funkcji (m.in. skracanie pasażu jelitowego).

Funkcje węglowodanów


Jak już wspomniałam, węglowodany są ważne. Spełniają szereg funkcji w naszym organizmie, począwszy od przemian energetycznych skończywszy na funkcjach strukturalnych i metabolicznych. 
Twoja wątroba i mięśnie gromadzą glikogen - to zapasowe źródło energii (rozpad glikogenu do glukozy to glikogenoliza). Glukoza jest też niezbędna dla prawidłowej pracy mózgu w stanie fizjologicznym (jednakże mózg potrafi przestawić się na ciała ketonowe w odpowiednich warunkach i bardzo wydajnie je wykorzystywać, pisałam o nich TUTAJ ) oraz niezbędna do produkcji czerwonych krwinek (na diecie ketogennej organizm potrafi pokryć zapotrzebowanie na glukozę w tym procesie dzięki glukoneogenezie - przekształcanie aminokwasów, mleczanu, pirogronianu lub glicerolu w glukozę). Pamiętaj, że przy dodatnim bilansie energetycznym, węglowodany przyczyniają się do syntezy traicylogliceroli, które pięknie odkładają się w tkance tłuszczowej. 
Węglowodany wpływają również na to, jak odbierasz jedzenie. Znacząco przyczyniają się do tworzenia odpowiedniej barwy, smaku i zapachu pożywienia, powodując, że jest ono atrakcyjniejsze. Poza tym kto z nas nie lubi słodkiego? :)
Nie zapominaj o błonniku pokarmowym (dzieli się na rozpuszczalny i nierozpuszczalny w wodzie). Udowodniono, że znacząco przyczynia się do zmniejszenia ryzyka zachorowania na raka jelita grubego. Ponadto, wpływa na ruchy perystaltyczne, może obniżać poziom cholesterolu we krwi, a przede wszystkim pozytywnie oddziałuje na ilościowy i jakościowy skład naszego mikrobiomu jelitowego. Dlatego pamiętaj, żeby codziennie uwzględnić w swoim menu pełnoziarniste produkty zbożowe, orzechy czy nawet niewielką ilość suszonych owoców, aby dostarczyć trochę włókna pokarmowego i zrobić przysługę swoim jelitom. 

Indeks glikemiczny

Jedząc określony produkt spożywczy, oczywiście ten zawierający węglowodany, w Twojej krwi poziom cukru wzrasta. W zależności jaki typ produktu skonsumowałeś, bądź też w jakiej postaci, odpowiedź glikemiczna będzie różna.

Indeks glikemiczny oznacza wzrost stężenia glukozy we krwi po spożyciu żywności zawierającej 50g węglowodanów w porównaniu ze wzrtostem poziomu we krwi tego cukru po spożyciu 50g glukozy.

I teraz tak: im wyższy poziom indeksu glikemicznego danego produktu/potrawy, tym wyższe stężenie glukozy we krwi po spożyciu.

Dlaczego warto zwracać uwagę na indeks glikemiczny? Im niższa reakcja glikemiczna Twojego organizmu po jedzeniu, tym dłużej odczuwasz sytość, pokarm trawi się wolniej. Nagłe skoki cukru we krwi sprzyjają chęci podjadania, szczególnie słodyczy. Niestety, indeks glikemiczny nie jest idealnym wskaźnikiem. Często nasza odpowiedź glikemiczna to sprawa bardzo indywidualna, uwarunkowana genetycznie. Poza tym indeks glikemiczny nie uwzględnia porcji posiłku. Nie oznacza to, że powinniśmy olać sprawę. Unikaj przetworzonych i rozgotowanych posiłków - takie na pewno spowodują skoki cukru we krwi.


 Węglowodany - jeść czy unikać?

Ostatnimi czasy, panuje moda na diety low carb. Dieta Atkinsa, tłuszczówka, ketogeniczna i wiele innych w dużym stopniu negują węglowodany. Jak już wcześniej wspomniałam, węglowodany są ważne. Nie należy ich bezpodstawnie usuwać z diety, ślepo podążając za trendami. Rodzi się więc pytanie, ile należy spożywać węglowodanów? Odpowiedź nie jest łatwa. Minimalne spożycie, kóre pokryje za pewne Twoje funkcje fizjologiczne to około 100g. Normy podają, aby dzienna podaż węglowodanów stanówiła aż 45-65% całkowitej spożytej energii. Jaka jest moja rada? Jeżeli nie masz żadnych specjalnych zaleceń, schorzeń itp. to w Twojej diecie powinno znaleźć się miejsce dla pełnoziarnistych zbóż, roślin strączkowych, owoców. Unikaj przetworzonych źródeł węglowodanów: wszelkie kupne słodycze, gotowe dania instant, kolorowe jogurty. Jeżeli koniecznie chcesz wypróbować low carba, zrób to z głową. Stopniowo wykluczaj węgle, najlepiej pod okiem kogoś doświadczonego, dietetyka czy wykwalifikowanego trenera. Pamiętaj, żeby obserwować swój organizm, jak reaguje na węglowodanowe restrykcje. 

Mam nadzieję, że dowiedziałeś się wielu przydatnych informacji w tym artykule. Poniżej znajdziesz kilka linków, które polecam przeczytać! :)

Dla chętnych:
Carbohydrates: quality matters
How do carbohydrates impact your health?
Total Carbohydrate








 

FACEBOOK / INSTAGRAM

 


Już jutro tłusty czwartek! Możemy się założyć, że dla niektórych to jedno z ważniejszych 'świąt' w ciągu całego roku ;)  Jednak ...

Tłusty czwartek - babeczki bez cukru


Już jutro tłusty czwartek! Możemy się założyć, że dla niektórych to jedno z ważniejszych 'świąt' w ciągu całego roku ;)  Jednak nie każdy chce albo może bezkarnie zajadać się pysznymi pączkami z konfiturą i lukrem. Pamiętaj, tłusty czwartek nie musi oznaczać rezygnacji z diety. Są łatwe sposoby, żeby sobie dogodzić, a przy okazji nie przybrać dodatkowych centymetrów. 

Mamy dla Ciebie super szybki i łatwy deser, który nie zawiera ani grama cukru! Znowu korzystamy z dobrodziejstw natury - banan to wystarczające słodzidło :) 

Składniki:
2 jajka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (u mnie bezglutenowy)
30g mąki kokosowej

40g zmielonych migdałów
kilka kropli ekstraktu waniliowego

1 dojrzały banan
40g masła lub oleju kokosowego
50g czekolady gorzkiej 90%
15g wiórków kokosowych

 

Banany obieramy i za pomocą widelca rozdrabniamy (aż powstanie papka). Następnie, mieszamy z jajkami,ekstraktem waniliowym i roztopionym masłem do powstania gładkiej masy. Dodajemy składniki suche: mąkę kokosową, migdały, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe. Mieszamy. Czekoladę siekamy na nieduże kawałki i dodajemy do masy. Przelewamy do foremki (u mnie silikonowe różyczki) i pieczemy w temp. 180 stopni przez 10-12min. Studzimy i dekorujemy według uznania (orzechy, domowa polewa czekoladowa, kokos). Smacznego! :)










FACEBOOK / INSTAGRAM

Moja 'zabawa' z mąką kokosową trwa w najlepsze! Stałyśmy się dość dobrymi koleżankami i coraz częściej gości u mnie w kuchni. M...

Zdrowy deser - chlebek bananonowo - kokosowy


Moja 'zabawa' z mąką kokosową trwa w najlepsze! Stałyśmy się dość dobrymi koleżankami i coraz częściej gości u mnie w kuchni. Mam nadzieję, że zostanie na dobre.

Dzisiaj podzielę się z Wami moimi nowym przepisem! Znalazłam go na TEJ stronie (polecam, świetna!). Zmodyfikowałam go troszeczkę i zabrałam się do pracy. I muszę przyznać, że efekt jest niesamowity... Nawet mój brat niejadek, który na moje kuchenne eksperymenty zazwyczaj reaguje wielkimi oczami, teraz stwierdził, że chlebek jest 'MEGA'! No cóż, chyba więcej słów nie trzeba. Zatem zostawiam Was z receptura, nie czekajcie zbyt długo!

Składniki:
2 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie bezglutenowy)
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
kilka kropli ekstraktu waniliowego

3/4 szklanki mąki kokosowej
3 bardzo dojrzałe banany
50g czekolady gorzkiej 90%3 łyżki masła migdałowego/orzechowego naturalnego
szczypta soli

Banany obieramy i za pomocą widelca rozdrabniamy (aż powstanie papka). Następnie, miksujemy z masłem orzechowym i ekstraktem waniliowym do powstania gładkiej masy. Wbijamy po jednym jajku w kilku minutowych odstępach i dalej miksujemy. Zmniejszamy obroty miksera i dodajemy mąkę kokosową, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, cynamon, szczyptę soli. Na koniec mieszamy masę z posiekaną gorzką czekoladą. Delikatnie przelewamy do niedużej keksówki i pieczemy w temp. 180 stopni 30-40 min (aż patyczek będzie suchy). Studzimy a potem zajadamy się :)





Chlebek naprawdę jest pyszny i delikatny. Co ciekawe, jest dosyć słodki, a nie dodajemy żadnego słodzidła. Uwierzcie, dojrzałe banany robią dobrą robotę. Nie zwlekajcie i zakładajcie fartuchy, przygotujcie składniki i do dzieła. Dla spragnionych słodkości, przypominam również o GOFRACH KOKOSWYCH z poprzedniego wpisu. A tak przy okazji... WESOŁYCH WALENTYNEK <3









FACEBOOK / INSTAGRAM

Obsługiwane przez usługę Blogger.